Pamięć a tożsamość...

   Pamięć to coś więcej niż „zbiornik doświadczeń” i wspomnienie minionych lat, wydarzeń czy miejsc. Pamięć porusza najgłębsze pokłady ludzkiej tożsamości. Jest przyczynkiem do prawdziwych powrotów – powrotów symbolicznych, służących odbudowywaniu własnego świata, odbudowywaniu własnego „ja”, wewnętrznych podróży w głąb siebie.
   Za pomocą pamięci, nie ruszając się z miejsca, człowiek przeżywa wielkie i tajemnicze podróże w czasie. Wspomina minione zdarzenia, dawne miłości i przyjaźnie, miejsca dzieciństwa i młodości. Poszczególne miejsca, przestrzenie, ulice, domy, łąki czy lasy wiążą się nieodłącznie z ludzką pamięcią, emocjami i uczuciami. Dzięki nim możliwy jest powrót do „kraju lat dziecinnych”, doświadczenie jeszcze raz tego, co dawno minęło, a co „wryło się” w pamięć na długie lata. Przestrzeń dobrze znana, a przez to często powracająca we wspomnieniach, staje się miejscem „oswojonym”.

Paryż Patricka Süskinda

   W książce Pachnidło. Historia pewnego mordercy nie tylko mistrzowski styl i język, ale przede wszystkim oryginalne ujęcie tematu i perspektywa narracyjna łamiąca typowy (wizualny) opis świata przedstawionego urzekła mnie na tyle, że stała się ona przedmiotem mojej  pracy magisterskiej.   Süskind cały świat przedstawiony opisuje z zapachowej perspektywy. Pokazuje, że to zapach, chociaż często niedostrzegany, a przez to niedoceniany, łączy ludzi, miejsca i przedmioty w nierozerwalną całość. Określa je, kreuje ich tożsamość, nadaje znaczenie. Każda przestrzeń jest naznaczona olfaktorycznie, co wydobywa ją z "egzystencjalnej pustki", identyfikuje i wartościuje.

   Miejscem akcji jest XVIII-wieczny Paryż, który "wypełniał wprost niewyobrażalny dla nas, ludzi nowoczesnych, smród". Paryż, "światowe centrum mody i elegancji" – jak czytamy na okładce książki – w "Pachnidle" wcale za takie nie uchodzi. Wręcz przeciwnie. Z kart powieści wyłania się obraz Paryża cuchnącego, brudnego, odrażającego i nieludzkiego.

Dziękuję...

Dziękuję za to, że nie muszę szukać. Dziękuję za to, że nie muszę błądzić. Za to, że otwierając oczy nie widzę pochmurnego nieba, szarego powietrza, jesiennego deszczu, że gdy patrzę na świat - tak okrutny i nieczuły - wiem, jaki jest piękny...
Dziękuję za to, że chwile, które minęły – nie miną, że Moje wspomnienia zawsze już będą Naszymi wspomnieniami, że gdy pusto wokół, nie czuję się samotna, że poznałam tę wspanialszą stronę życia, że odkryłam siebie i to, ile mogę, że już nie boję się powiedzieć, że coś znaczę...
Dziekuję za to, że gdy jest źle, wiem, że dam radę, gdy zimno, wiem, że nie zmarznę, a gdy boli, wiem, że przestanie...

Neil Gaiman

... to autor…

 • ...łączący łagodną postać depresji z horrorem koszmarów utkanym z baśniowych nici. Ironicznego spojrzenia na rzeczywistość z inteligentnym humorem w kostiumie fantastyki;

 • ...posiadający wyjątkowy talent do tworzenia fantastycznych (w dwojakim znaczeniu) opowieści, które od pierwszych zdań porywają czytelnika, wrzucając w sam środek oczarowującego go bez reszty świata; 

 • ...który posiada niezwykły dar zacierania wszelkich granic pomiędzy tym, co rzeczywiste i znane, a tym co nadludzkie i… warte poznania;

 •...posiadający zdolności do tworzenia wielowymiarowych, wyrazistych i przyciągających uwagę postaci. Również tych drugo-, trzecioplanowych i epizodycznych;

 • ...który przed czytelnikiem otwiera drzwi do nieznanych mu dotąd światów, stając się za nimi przewodnikiem niezwykłej, baśniowej podróży po… współczesnym Bagdadzie, Nowym Jorku, Londynie, Irlandii, Jerozolimie czy Afganistanie;

"Bestia" Alex Flinn

Opis z okładki: Jestem bestią. Bestią. Niezupełnie wilkiem, niedźwiedziem, gorylem czy psem, ale czymś zupełnie nowym – okropnym stworzeniem, chodzącym na dwóch łapach. Stworzeniem z kłami i pazurami, któremu włosy wyrastają z każdego pora skóry. Jestem potworem.
 Myślicie, że mówię o świecie baśni? Mylicie się. Miejsce – Nowy Jork. Czas – teraz. To nie jest ułomność, ani choroba. Pozostanę już taki na zawsze – zniszczony – jeśli nie uda mi się zdjąć czaru. Tak, czaru, który rzuciła na mnie ta wiedźma z lekcji angielskiego. Dlaczego zmieniła mnie w bestię, która ukrywa się w dzień i grasuje w nocy? Powiem wam. Opowiem wam, jak byłem Kylem Kingsburym, gościem, z którym każdy chciałby zamienić się na miejsca. Miałem pieniądze, świetny wygląd i idealne życie. A potem opowiem wam, jak stałem się doskonale… potworny.

Moja recenzja:
     Otwieram pudełko. Oglądam dokładnie każdą z sześciu książek. Wącham… 
Moją uwagę przykuwa czarna okładka. Na tyle niezwykła, że zanim otworzę pierwszą stronę, długo gładzę dłońmi po jej zewnętrznej stronie. Nawet nie wiem do końca, czy to papier czy coś innego. Niezwykłe tworzywo. Uwypuklone, śliskie napisy i lakierowana róża. Już od początku czuje się jej szczególność. Nie zastanawiam się więc długo. Zaczynam czytać.

"Kochaj i rób" Kinga Dunin (współp. Sławomir Sierakowski)

Opis z okładki: Kochaj i rób - tylko co? "Co chcesz" - odpowiada św. Augustyn (...) Czym jest etyka, a czym moralność? Na czym budować związek, jeśli miłość przemija po trzech latach? Czy faceci powinni spotykać się z młodszymi kobietami? (...)
  Kochaj i rób to rozmowa przyjaciół i dialog filozoficzny. Próba zarysowania lewicowego projektu etycznego, ale też kobieca opowieść o życiu: w komunie i kapitalizmie, w opozycji i na uniwersytecie, w więzieniu z prostytutkami i już od dziecka, od lat 50. - w spodniach.

Moja recenzja:
    Od dawien dawna ludzie walczyli o równość, o prawo wyboru, o prawo decydowania za siebie, o wszystko to, co sprawia, że nie zatracają swojego człowieczeństwa i żyją w zgodzie ze sobą, przy tym nie wadząc nikomu spoza. Podziały w naszym kraju wciąż jednak sprawiają, że pomimo panującego systemu politycznego i wszystkich wielkich narracji o równości i miłości bliźniego, równość wobec prawa, jak i człowieka wobec człowieka to nadal niestety tylko puste hasła.

Świat po mojemu. Polska wieś - moja wieś.

   Niewielka wieś na Podlasiu. Ktoś zapytał by, czy to w ogóle wieś. 7 domków, domeczków (nawet nie domów) i droga. Na tyle długa, że nie zdążymy wrzucić w samochodzie drugiego biegu, a już znajdujemy się poza nią. Las. Pola. Czasami zastanawiam się, jak i dlaczego ludzie tu jeszcze egzystują. A egzystują...
   Spróchniałe płoty, krzaki, które tylko przez dwa miesiące w roku wyglądają dość przyzwoicie i... pustka. Czasem lekki obłok dymu wydobywający się z kaflowych pieców przez rozwalone kominy, czasem kobieta zamiatająca liście przed bramą, czasem dziadek zaganiający bydło na wieczorne dojenie, czasem "Panie Boże dopomóż"... Tyle. Nic więcej... Jeszcze kilka lat i pozostaną tylko puste domy... Wioska widmo. Wiejski Latający Holender...

"Widok z ziarnkiem piasku" Wisława Szymborska

Moja recenzja:   
   Książka jest wznowieniem klasycznego wyboru wierszy Wisławy Szymborskiej, który został ułożony kilka miesięcy przed Nagrodą Nobla i wydany w tym samym roku, w którym nasza poetka została jej laureatką.

   Na Widok z ziarnkiem piasku składa się 97 wierszy z siedmiu zbiorków i 5 utworów znanych jedynie z publikacji prasowych. Razem 102 wiersze.
W tomiku znajdują się wiersze z następujących tomów: Dlatego żyjemy, Pytania zadawane sobie, Wołanie do Yeti (1957), Sól (1962), Sto pociech (1967), Wszelki wypadek (1972), Wielka liczba (1976), Ludzie na moście (1986), Koniec i początek (1993) oraz 5 nowych wierszy.
    Już ze spisu treści można zorientować się, że autorka największym zaufaniem darzy wiersze najnowsze. Dla przykładu, z 22 wierszy zbioru Ludzie na moście (1986) przedrukowała 18, a z 18 utworów Końca i początku (1993) aż 17. Poetka konsekwentnie pomija utwory z dwóch pierwszych tomików ogłoszonych w czasach, gdy obowiązywała formuła realizmu socjalistycznego.

Jarosław Iwaszkiewicz a mitologia

   Od zawsze interesowałam i fascynowałam się życiem i twórczością Jarosława Iwaszkiewicza... Teraz każdy myśli: O nie! Zaraz zacznie się opis opowiadania Ikar! Opowiadania, które wg mnie jest chyba jednym z najbardziej znanych współczesnych nawiązań do mitologii, zaraz obok wszelkich wierszy o Nike. Nie będę jednak opisywać losów Michasia i tego, jak wiąże się on z losami mitologicznego czy Bruegelowskiego Ikara, bo... to chyba wszyscy wiedzą... Opowiem zaś o tym, jak mało znany mit i jak analiza opowiadania pod względem biografii autora potrafią zaskoczyć, łącząc się w spójną całość... 

Tatarak. Z pewnością jedno z najbardziej znanych opowiadań autora i z pewnością bardzo często traktowane powierzchownie i dosłownie. Ot, zwykła historia sflustrowanej doktorowej i jej fascynacji młodym, pięknym, niewykształconym Bogusiem. Ot, zwykła historia o przemijaniu, zauroczeniu i śmierci. Ot, zwykły "romans", który kończy się śmiercią jednego z "kochanków". Historia, jak wiele innych... A ja dodam: "Historia, jedna z tych, których prawdziwych znaczeń powinniśmy szukać głębiej"...
Ktoś więc zapyta: O czym więc jest Tatarak? Czy nie o miłości? Czy nie o śmierci? Tak. O miłości. Tak. O śmierci. 
Co więc poza tym szumi jeszcze w tataraku? Ano szumi przejmująca pieśń o fascynacji. O fascynacji... mężczyzny do mężczyzny.

Wenecja Jarosława Iwaszkiewicza

   Kiedy myślę "Wenecja", to myślę również Iwaszkiewicz. Myślę Iwaszkiewicz też przy wielu innych rzeczach, tyle, że tym razem moją fascynację Leonem I. nie dopinam do wszystkiego i czegokolwiek, a do tego, co łączy się z nim chyba tak bardzo, jak z nikim innym – z Wenecją. Miastem, do którego tyle razy podróżował i któremu poświęcił wiele miejsca w swojej twórczości (m. in. W Nowelach włoskich, w Podróżach do Włoch, w Wenecji i innych szkicach, Śpiewniku włoskim).
   Janusz Drzewucki w książce Smaki słowa zamieszcza o Iwaszkiewiczu esej zatytułowany Poeta w Wenecji, w którym charakteryzuje go jako największego podróżnika w dziejach polskiej literatury. Nie sposób się z nim nie zgodzić. Jarosław Iwaszkiewicz podróżował przez całe życie. Jednak to podróże na wschód oraz do Włoch były najczęstsze. Na tyle częste, że do dziś z nim utożsamiane. Poznawał Italię przez pół wieku. Tam spędzał wakacje, święta i dni powszednie. Sam lub z rodziną. Tam tworzył. W samym Rzymie był 30 razy… Co sprawiało, że do Włoch, do Rzymu i, przede wszystkim, do Wenecji, wracał tak często?

"Tryptyku z betonu, zmęczenia i śniegu" Stanisław Barańczak

Moja recenzja:
   Poezja Barańczaka z "Tryptyku z betonu, zmęczenia i śniegu" wspomina o dramatach codzienności. Codzienności głęboko upodlonej.

   Barańczak - do momentu wyjazdu z kraju poeta wybitnie miejski, od początku twórczości zrośnięty z dużym miastem, koncentrujący się na tym, co pozornie najbliższe. Jego przestrzeń to osiedla z wielkiej płyty, zimowa szarość, zatłoczony autobus, kolejka w sklepie.
   W takim pejzażu rozgrywa się dramat człowieka. Ciasnota, brak miejsca i nieprzystawalność do rzeczywistości znamionują kreację bohaterów uwięzionych w kleszczach nie swoich mieszkań, wywołując poczucie beznadziejności losu i swoistej fatalności.

   Barańczak tworzy obraz człowieka zagubionego w wielkim betonowym świecie. Obraz przerażającego, pustego blokowiska. Przerażająco pustego życia.
Gorzka ironia przebijająca z utworów odzwierciedla smutek, osaczenie i osamotnienie. Mieszkania dają tylko pozorne poczucie własności i bezpieczeństwa, ale nie zabezpieczają przed chaosem egzystencji, przed bezdomnością polegającą na zatraceniu własnej tożsamości i kompletnym braku anonimowości. Nie zabezpieczają przed bezdomnością wypływającą z rozdźwięku pomiędzy pragnieniem pojednania z miejscem pobytu i kompletną niemożnością oswojenia nie swojej przestrzeni.

"Miłość, tylko miłość" Mirosław Sośnicki

Opis z okładki: Długo szukałem porównania, w którym można by zamknąć to, co napisał, Sośnicki, to, co powiedział mi i czytelnikom o świecie... znalazłem nie najbardziej poręczne. Sośnicki nie jest wielkim, znanym producentem znanych serii perfum, do kupienia w każdej drogerii i na każdym lotnisku. On jest niczym bohaterowie wzruszającego Jasminum Jana Jakuba Kolskiego, którzy nie tworzą sztucznie pięknych woni, ale gdzieś tam, na swoim odludziu pracowicie, w małych fiolkach zam ykają zapachy realnego świata esencje miłości, nadziei, wiary, pragnienia, namiętności, płaczu, złości. Tworzą z nich mikstury, których zapach dociera do samego dna naszej duszy. Budzi ją do życia. / Szymon Hołownia

Moja recenzja:
   Miłość, tylko miłość to jedna z tych książek, co do których nie mamy przekonania, gdy po raz pierwszy trzymamy ją w ręku. To jedna z tych książek, co do których nie mamy przekonania, gdy kończymy czytać pierwszy rozdział. I wreszcie, to jedna z tych książek, które stają się naszymi ulubionymi, gdy przewracamy ostatnią stronę...
   Historia z porozu banalna... Z pozoru!, bo w tej książce nic nie jest ani banalne, ani pozorne. Wszystko, co się wydarza - ma się wydarzyć, wszystko, co spotyka główną bohaterkę - ma ją spotkać. Wszystko, co tak prawdziwie przekazuje Nam autor - jest jak najbardziej prawdziwe.

"Submarino" Jonas T. Bengtsson

"Submarino: Metoda tortur polegająca na przytrzymywaniu głowy człowieka pod wodą, dopóki nie zacznie tonąć." (...) Bengtsson nie oszczędza swoich bohaterów. Tak jak nie szczędzi szczegółów z zakazanych dzielnic wielkiego miasta. Turystyczne atrakcje pojawiają się tu tylko jako dekoracja dla narkotykowego biznesu. Pod pomnikiem Andersena można się umówić, żeby kupić działkę.
    Submarino wciąga i nie daje spokoju. Jak alkohol, przemoc i seks, bez których nie może żyć Nick. Jak narkotyk, od którego uzależniony jest jego brat. Wraz z nimi zanurzamy się w świecie coraz bardziej okrutnym, coraz brudniejszym, coraz ciemniejszym, gdzie można dokonywać tylko złych wyborów, gdzie zawsze może być tylko gorzej. Wraz z nimi idziemy na dno.

Moja recenzja:
Zakładka na 52 stronie od dwóch miesięcy. Nie kusiło mnie, aby przełożyć ją na stronę 378. Ostatnią. Wróciłam do niej przypadkowo. Przeczytałam w dwa wieczory…

Bangtsson serwuje nam danie z brudu i nienawiści. Z dodatkiem przemocy i heroiny. Doprawia to brutalnym sexem, nieletnią prostytucją i zapachem moczu. Polewa krwią i wymiocinami. Dodaje szczyptę humoru i ludzkich uczuć. Wszystko dokładnie miesza i wkłada do najbrudniejszego naczynia. Podaje do piwa i papierosów wypalanych przy muzyce Rolling Stonesów. Na deser dorzuca garść przekleństw wymieszaną ze współczuciem i brutalnością. A my… zjadamy wszystko ze smakiem, prosząc o dokładkę…