Poezja Barańczaka z "Tryptyku z betonu, zmęczenia i śniegu" wspomina o dramatach codzienności. Codzienności głęboko upodlonej.
Barańczak - do momentu wyjazdu z kraju poeta wybitnie miejski, od początku twórczości zrośnięty z dużym miastem, koncentrujący się na tym, co pozornie najbliższe. Jego przestrzeń to osiedla z wielkiej płyty, zimowa szarość, zatłoczony autobus, kolejka w sklepie.
W takim pejzażu rozgrywa się dramat człowieka. Ciasnota, brak miejsca i nieprzystawalność do rzeczywistości znamionują kreację bohaterów uwięzionych w kleszczach nie swoich mieszkań, wywołując poczucie beznadziejności losu i swoistej fatalności.
Barańczak tworzy obraz człowieka zagubionego w wielkim betonowym świecie. Obraz przerażającego, pustego blokowiska. Przerażająco pustego życia.
Barańczak tworzy obraz człowieka zagubionego w wielkim betonowym świecie. Obraz przerażającego, pustego blokowiska. Przerażająco pustego życia.
Gorzka ironia przebijająca z utworów odzwierciedla smutek, osaczenie i osamotnienie. Mieszkania dają tylko pozorne poczucie własności i bezpieczeństwa, ale nie zabezpieczają przed chaosem egzystencji, przed bezdomnością polegającą na zatraceniu własnej tożsamości i kompletnym braku anonimowości. Nie zabezpieczają przed bezdomnością wypływającą z rozdźwięku pomiędzy pragnieniem pojednania z miejscem pobytu i kompletną niemożnością oswojenia nie swojej przestrzeni.
