Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Planeta Kobiet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Planeta Kobiet. Pokaż wszystkie posty

„Jabłoń w ogrodzie, morze jest blisko..." A. Cieślar, M. Braunek

Opis z okładki: Ikona polskiego kina u szczytu sławy, rozczrowana dotychczasowym życiem, także sobą, wyrusza do Indii i Tybetu, gdzie spotyka Dalajlamę. Odkrywa świat buddyzmu i samą siebie (...) O swoich wątpliwościach, wyborach życiowych i rodzącej się świadomości tago, kim naprawdę jest... o fascynującym i kolorowym życiu, z dystansem i poczuciem humoru rozmawia z Arturem Cieślarem.

Moja recenzja:
„I tak topniały śniegi, zakwitały magnolie, umierał pies Coco, lato zniewalało upałami, cuciło burzami, a jesień pachniała marokańskim tażinem (…) i wszystko było jednym i doskonałym”

Oleńka z Potopu, Izabela Łęcka z Lalki, Barbara z Domu nad Rozlewiskiem – to tylko nieliczne z jej wielu wybitnych ról. Ról, którymi zachwycała i tych, którymi budziła kontrowersje. Wszyscy znamy ją z ekranów. Piękną i niezależną. Kim jest Małgorzata Braunek, ikona polskiego kina? Aktorką? Artystką? Kreatorką? Czy może po prostu żoną, matką, babcią, podróżniczką, nauczycielką i kobietą spełnioną? Na te pytania i na wiele innych znajdziemy odpowiedź w książce Jabłoń w ogrodzie, morze jest blisko...

„NASZ MAŁY PRL.
Pół roku w M-3 z trwałą, wąsami i maluchem” Izabela Meyza, Witold Szabłowski

Opis z okładki: Co dziś rzucili?... czyli podróż do przeszłości. Przystanek PRL.
 Kolejki po girlandy papieru toaletowego, „Brutal” obok „Pani Walewskiej”, rodzinna podróż maluchem do Bułgarii. Czasy, w których panie nosiły trwałą, a panowie „męski zwis”, dobrze znamy z filmów Barei albo przeżyliśmy na własnej skórze... Ale warto spojrzeć na nie w zupełnie inny sposób (...)

Moja recenzja:

22 lipca 1981 r. –  rocznica Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. PRL-owskie święto niepodległości. Dla ludzi żyjących w tamtych czasach data bardzo symboliczna i bardzo ważna.

22 lipca 2011 r. – dzień, w którym Izabela Meyza i Witold Szabłowskki przenieśli się do roku 1981. Przenieśli dosłownie. W czasy dwugodzinnych kolejek po papier toaletowy, mięsa kupowanego w kioskach spod lady, szarego mydła, plakatów Modern Talking wieszanych na ścianach i wszystkiego tego, czym żyli ich rodzice, dziadkowie i wszyscy Ci, którzy mogli tylko pomarzyć o lepszej przyszłości…

"Wszystko dla niej" Beata Rudzińska

Opis z okładki: Obsesje, lęki, skrywane pragnienia, świat realny i baśniowy, a nade wszystko Ona. Za każdym razem inna. Silna, słaba, zaborcza, obojętna, bierna i aktywna (...) Wszystko dla niej to zbiór opowieści , które układają się w obraz intymnych emocji, łączących lub dzielących bliskie – i nie tylko bliskie – sobie osoby. Czytelnicy odnajdą w tekstach Beaty Rudzińskiej kobiety, które czasem chciałaby zabić i mężczyzn, którzy wolą lalki od kobiet. Znajdą też mówiące zwierzęta: psy na błękitnych smyczach i pchły, które widzą i wiedzą najlepiej (...)

Moja recenzja:
Z pozoru niezależna, piękna i szczęśliwa. Z przystojny mężem u boku, w idealnym domu, z gromadką wspaniałych dzieci. Współczesna kobieta. Spełniona pod każdym względem.
Z pozoru… bo świat często nie jest dla niej ani idealny ani piękny. Niekiedy wcale nie czuje się ani spełniona ani kochana. Znużona ciągłym udawaniem miłości do męża. Rozgoryczona i wiecznie zmęczona matka. Samotna. Zdradzana. Niedoceniana.

Beata Rudzińska w swojej książce Wszystko dla niej rysuje nam prawdziwy obraz kobiety współczesnej. Nie tej z pierwszych stron gazet i podziwianej przez innych ale tej, która siedzi w każdej z nas. Przedstawia kobietę taką, jaka jest naprawdę. Taką, która pod idealną fryzurą i starannym makijażem ukrywa wszystko to, o czym nie mówi się głośno. A przynajmniej, mówić nie powinno.

"Dom w Fezie" Suzanna Clarke

Opis z okładki: Co byście powiedzieli, gdyby brodaty notariusz wręczył wam akt kupna domu wykaligrafowany na papirusie zupełnie niezrozumiałym dla was pismem? Albo gdyby zatrudniony przez was stolarz okazał się fundamentalistą? A jeśli do tego wszystkiego musielibyście strzec się dżinnów? To wszystko może was spotkać gdy kupicie dom w Maroku.

Moja recenzja:
„Kto podąża (...) w stronę Orientu, czuje się – olśniony nazwami i obrazami, które mu on dostarcza – niezdolny do wyodrębnienia wyraźnego kształtu ani skończonej myśli”.
Valéry Paul.

    My, Europejczycy, wychowani w duchu wschodnio-zachodnich walk o pozycję w świecie, prześcigający się w coraz to nowych wynalazkach nauki i techniki, żyjący w świecie konsumpcjonizmu i przesiąknięci nowoczesnością, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nasz świat – dla wielu idealny i wymarzony – jest idealny tylko pozornie.
   My, Europejczycy, nie rozumiemy tego, jak żyjąc w tym wygodnym i nowoczesnym świecie, można pośród rozwalających się darów i riadów oraz oślich odchodów zalegających na ulicach odnaleźć swój Eden. A można.

"Stąd aż do Brighton Beach" Robert Terentiew

Opis z okładki: Najtrudniejsze są takie decyzje, z których nie można się wycofać. Na przykład decyzja o emigracji w czasach dzielącej Europę „żelaznej kurtyny”. Często podejmowano ją w dramatycznych okolicznościach, bez znajomości kraju osiedlenia, lub tylko na podstawie mitu zrodzonego w izolacji od Zachodu. A potem przychodził czas zapłaty, której nikomu nie udało się uniknąć (...)

Moja recenzja:
„Piątą Aleją na Manhattanie, gdzieś na wysokości 57. Ulicy, tuż po szóstej rano i tuż przy krawężniku, w pozycji na sztorc, dość śpiesznie szedł jezdnią materac”.
Tak brzmi pierwsze zdanie powieści Roberta Terentiewa Stąd aż do Brighton Beach. I wbrew pozorom, wcale nie jest to książka fantastyczna, SF czy wykorzystująca dorobek Gombrowicza. Wręcz przeciwnie. Jest to książka ociekająca realizmem z każdej strony, pokazująca w najdrobniejszym szczególe obraz świata ludzkiego i prawdziwego… prawdziwego aż do bólu…

 Ameryka od zarania wieków roztaczała przed mieszkańcami wschodu wizje dobrobytu, wolności i permanentnego szczęścia. Kariera „od pucybuta do milionera” nęciła, a marzenia o amerykańskim raju były marzeniami milionów. Kiedy jednak stawały się rzeczywistością, okazywało się, że American Dream to często jedynie puste frazesy kończące się z nadejściem każdego nowego, szarego poranka a marzenia o dobrobycie, wolności i szczęściu gubią się gdzieś pomiędzy szukaniem lepiej płatnej pracy a kolejnym piwem wypijanym w barze na odeskim molo.

"Jerozolimskie morze" Viola Wein

Opis z okładki: "Jerozolimskie morze" to opowiedziana w bezkompromisowy i daleki od ckliwości sposób historia kobiety, która nagle musi stawić czoło poważnej chorobie. Uczucie strachu, który towarzyszy temu doświadczeniu, nie jest czymś nowym w jej życiu. Wydarzenia toczące się współcześnie w Jerozolimie są przeplatane obrazami wspomnień z dzieciństwa i młodości w powojennej Polsce. (...)

Moja recenzja:
   Kiedy śmierć staje się czymś więcej niż tylko odległą abstrakcją, przychodzi moment, w którym człowiek zaczyna zastanawiać się nad życiem i nad tym, czy przeżył je wystarczająco dobrze.

    W takim momencie poznajemy bohaterkę najnowszej książki Violi Wein "Jerozolimskie morze". Nie znamy ani jej imienia, ani wieku, ani tego, co robi w życiu. Poznajemy za to jej przeszłość. Życie sprzed choroby. Życie, które raniło, osamotniło i rozczarowywało na każdym kroku. Życie, które zadało tyle bólu, że wiadomość o nowotworze nie robi na niej większego wrażenia…
   „Mąż czeka na zewnątrz? Nie ma męża? Dzieci są? Też nie ma? Kto jest?”[s. 13]. Problem w tym, że nie ma nikogo… Nikogo, kto czeka. Nikogo, kto wspiera. Nikogo, kto kocha… Osamotniona. Bezradna. Od zawsze piętnowana za żydowskie pochodzenie. Za to pochodzenie, o którym prawdy dowiaduje się dopiero w dorosłym życiu…

"Powrót do Holly Springs" Jan Karon

Opis z okładki: Czasami powrót do domu staje się wyprawą w głąb duszy...
  Trzydzieści osiem lat minęło odkąd ojciec Tim Kavanagh opuścił swoje rodzinne miasto w Missisipi, zdecydowany nigdy tam nie wracać. Niespodziewanie otrzymuje jednak odręcznie napisany list, a pieczątka na znaczku pochodzi z Holly Springs. Krótki i niepodpisany list mówi jedynie: Wróć do domu. Te dwa słowa skłaniają go do wyruszenia w najtrudniejszą podróż życia. Prowadzą go również do prawdy, która zmieni jego życie - na zawsze...  

Moja recenzja:
  Stoję pośrodku autostrady. Mężczyzna w czerwonym kabriolecie zatrzymuje się obok i zaprasza na przejażdżkę. Uśmiecha się serdecznie, chociaż wyczuwam, że jest zdenerwowany. Wyjaśnia mi, że zabiera mnie w podróż… W najtrudniejszą podróż swojego życia… Dostrzegając koloratkę, wsiadam, pewna o to, że nic mi się nie stanie. Dopiero później dowiaduję się, że nie zawsze był taki święty… 

     W ciągu kilku dni poznaję historię jego życia - od dziecięcych przyjaźni, poprzez nastoletnie miłości i wstąpienie do seminarium, aż po małżeństwo i adopcję syna. Historię Timothy’ego Kavanagha. Duchownego z Midford, który po otrzymaniu nietypowego listu, postanawia wyruszyć w podróż do Holly Springs. Do miejsca, w którym wszystko się zaczęło…

"Przelot bocianów" Hanna Kowalewska

Opis z okładki: Co robić, gdy z wielu dostępnych dróg zostaje jedynie ta, w którą nie zamierzaliśmy skręcać? "Przelot bocianów" – książka kończąca znakomity cykl o Zawrociu – to pełna emocji opowieść o samotności i budowaniu nowych więzi, o rozczarowaniu i nadziei, o zdradzie i prawdziwej miłości.
  Matylda odkrywa fakt, który przewraca jej dotychczasowe życie do góry nogami. Musi poukładać je od nowa, w zupełnie inną całość. Czy potrafi zrezygnować ze swobodnego życia? Jak zakończy się jej walka o siostrę i... z siostrą? Czy przegoni chmury, które zbierają się nad Zawrociem?(...)

Moja recenzja:
    Biorąc książkę do ręki, nie spodziewałam się po niej niczego szczególnego. Ja – lubująca się w dramatach absurdu, w Gombrowiczowskich „upupieniach” i „bembergach”, sięgająca po kafkowskie oniryzmy, bengtssonowskie przestępcze półświatki czy iwaszkiewiczowskie sensualizmy – czegoż niebanalnego mogłam spodziewać się po typowo kobiecej, na dodatek dość opasłej powieści „o zdradzie i prawdziwej  miłości”? A jednak…

Świat po mojemu. Polska wieś - moja wieś.

   Niewielka wieś na Podlasiu. Ktoś zapytał by, czy to w ogóle wieś. 7 domków, domeczków (nawet nie domów) i droga. Na tyle długa, że nie zdążymy wrzucić w samochodzie drugiego biegu, a już znajdujemy się poza nią. Las. Pola. Czasami zastanawiam się, jak i dlaczego ludzie tu jeszcze egzystują. A egzystują...
   Spróchniałe płoty, krzaki, które tylko przez dwa miesiące w roku wyglądają dość przyzwoicie i... pustka. Czasem lekki obłok dymu wydobywający się z kaflowych pieców przez rozwalone kominy, czasem kobieta zamiatająca liście przed bramą, czasem dziadek zaganiający bydło na wieczorne dojenie, czasem "Panie Boże dopomóż"... Tyle. Nic więcej... Jeszcze kilka lat i pozostaną tylko puste domy... Wioska widmo. Wiejski Latający Holender...