Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura dla młodzieży. Pokaż wszystkie posty

"Morze spokoju" Katja Millay

Opis z okładki:  W tym świecie nie ma magii, a cuda się nie zdarzają. NASTYA Przekonała się o tym dwa i pół roku temu. Jedno wydarzenie przekreśliło wszystkie jej plany. Na zawsze. JOSH nie ma tajemnic. Wszyscy jego bliscy nie żyją, a przyjaciele... Kiedy twoja obecność przypomina innym, jak kruche jest życie, ludzie wolą trzymać się na dystans. Dwoje młodych ludzi ze skomplikowaną przeszłością. Ich przyjaźń nie jest łatwa. Miłość okaże się jeszcze trudniejsza...

Moja recenzja: 
"Nienawidzę swojej lewej ręki. Nienawidzę na nią patrzeć. Nienawidzę, kiedy drży i zacina się, i przypomina o utraconej tożsamości. Ale i tak na nią patrzę, ponieważ przypomina mi również o tym, że znajdę chłopaka, który wszystko mi odebrał. Zamierzam zabić swojego mordercę. I zamierzam zrobić to lewą ręką".

   Tymi słowami zaczyna się powieść Katji Millay Morze spokoju. Powieść, która od pierwszych stron zaciekawia nietypową narracją (prowadzoną z dwóch punktów widzenia), intryguje tajemnicą, emanuje smutkiem i przeszywa bólem.

"Daj mi!" Irina Dienieżkina

Opis z okładki: Rosyjska Masłowska pisze o „pokoleniu pepsi, MTV i telefonów komórkowych”(...) Jej opowiadania to głos pokolenia (...). Jest w nich seks, slang, przekleństwa i... marzenie o prawdziwej miłości. To obraz szalejących dzieciaków, które wyrwały się z klatek. Nic nie jest udawane ani wydumane, dlatego czytelnicy pisali: „To wszystko jest o mnie, o moich przyjaciołach, o naszym życiu”.

Moja recenzja:
"Gdy wtedy zamarzłaś, przejrzałem na oczy.
Myślałem, że chłód nas na wieki rozłączył,
I już cię nie znajdę, ani ty mnie,
Na zawsze, na amen przysypał nas śnieg..."

     Długo zbierałam się w sobie, aby napisać tę recenzję. Myślałam, że to dlatego, że wciąż i na wszystko brakuje mi czasu… Tak chyba jednak nie było. Nawet wtedy, gdy miałam czas, czułam, że to nie jest czas na „tę książkę”…

"Bestia" Alex Flinn

Opis z okładki: Jestem bestią. Bestią. Niezupełnie wilkiem, niedźwiedziem, gorylem czy psem, ale czymś zupełnie nowym – okropnym stworzeniem, chodzącym na dwóch łapach. Stworzeniem z kłami i pazurami, któremu włosy wyrastają z każdego pora skóry. Jestem potworem.
 Myślicie, że mówię o świecie baśni? Mylicie się. Miejsce – Nowy Jork. Czas – teraz. To nie jest ułomność, ani choroba. Pozostanę już taki na zawsze – zniszczony – jeśli nie uda mi się zdjąć czaru. Tak, czaru, który rzuciła na mnie ta wiedźma z lekcji angielskiego. Dlaczego zmieniła mnie w bestię, która ukrywa się w dzień i grasuje w nocy? Powiem wam. Opowiem wam, jak byłem Kylem Kingsburym, gościem, z którym każdy chciałby zamienić się na miejsca. Miałem pieniądze, świetny wygląd i idealne życie. A potem opowiem wam, jak stałem się doskonale… potworny.

Moja recenzja:
     Otwieram pudełko. Oglądam dokładnie każdą z sześciu książek. Wącham… 
Moją uwagę przykuwa czarna okładka. Na tyle niezwykła, że zanim otworzę pierwszą stronę, długo gładzę dłońmi po jej zewnętrznej stronie. Nawet nie wiem do końca, czy to papier czy coś innego. Niezwykłe tworzywo. Uwypuklone, śliskie napisy i lakierowana róża. Już od początku czuje się jej szczególność. Nie zastanawiam się więc długo. Zaczynam czytać.